piątek, 5 grudnia 2014

Xenia

Tytuł oryginalny: Xenia
Reżyseria: Panos H. Koutras
Produkcja: Grecja, 2014
Dostępność: kino & Outfilm.pl

Bracia wyruszają w podróż w poszukiwaniu ojca. Mimo dzielących ich różnic spędzają razem miłe chwile i wspólnie wychodzą z opresji.




To nie jest film, który zmieni świat. On nawet nie ma takich ambicji. Ale jeśli ma się ochotę wybrać w podróż i zobaczyć z pilotem w ręku kawałek Grecji i nieco barwnych charakterów to będzie dobra decyzja.



Gość w dom!

Film jest ciekawym portretem ludzi i miejsc. Bo w zasadzie Grecja gra w filmie osobą rolę. Zadłużony kraj przyniósł artystom wolność i dał możliwość szczerej analizy rzeczywistości.  Trzeba zrozumieć bohaterów osaczonych nietolerancyjnym społeczeństwem faszystów, zmarginalizowanych z grona pełnoprawnych obywateli, gdy mówią, że nigdzie nie czują się jak w domu - gdy poszukują swojego miejsca. Czy nam jest to aż tak dalekie? Xenia oznacza „gościnność”. Może właśnie tego nam potrzeba? Trochę ciepła, zrozumienia. Przestrzeni do życia i do marzeń.

Odeseja

Gdyby Homer miał kamerę (i nie był ślepy!) pewnie nakręciłby film spod znaku kina drogi. Bohaterowie wyruszają w określonym celu, przy okazji osiągając inny. Dojrzewają, poznają się lepiej, odkrywają życiowe prawdy. W "Xeni" jest podobnie… ale nie do końca. Bo relacja braci pozostaje szorstką przyjaźnią. Na specjalny happy end też raczej nie mamy co liczyć. Rewolucji, więc nie ma, a bohater jest tak dziecinny, że jakiekolwiek zmiany wydają się niewidoczne. Ale to właśnie portret Dany’ego jest najciekawszy. Miło się z nim podróżuje. On wkurza, irytuje, a z drugiej strony jest przy tym niewinny. Dzieci się nie bije. Zwłaszcza tych, które musiały sobie zastąpić matkę włoską diwą lat 70’. No i W końcu każdy z nas jest Odysem, który szuka swojej Itaki.

Wygięty nadgarstek©

Na pewno oglądając film można dojść do wniosku, że niezależnie od szerokości geograficznej młodzieńczy bunt wygląda podobnie. Tak samo jest zresztą z odkrywaniem seksualności i jej ekspresją. Niezależnie więc od tego, czy jesteśmy w USA, czy na greckiej wyspie pewne zachowania są niezmienione. Globalizacja? Może. Czy więc recepta na oryginalność kończy się na hołdowaniu schematom? To prowadzi do wniosku, że znajdujemy się między Scyllą a Harybdą! Pop, albo pop prim! Jak więc znaleźć siebie? Jak siebie dookreślić? Chyba nie trzeba wygrać Idola, albo zakładać odblaskowych skarpetek… Ale mogę się mylić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz