sobota, 14 lutego 2015

Mambo italiano

Tytuł oryginalny: Mambo italiano
Reżyseria: Émile Gaudreault
Produkcja: Kanada, 2003
Gatunek: komedia


Gdy po latach spotykają się dwaj przyjaciele – zakochują się w sobie i postanawiają ze sobą zamieszkać. Problem w tym, że rodziny nic nie wiedzą o charakterze współlokatorstwa.



Tradycyjnie połączenie subtelności kina gejowskiego z włoskim temperamentem okazuje się mieszanką wybuchową. Jeśli tylko ktoś ma sentyment do tego humoru i ekspresji to na pewno nie będzie zawiedziony. Przyjemny, niewulgarny humor.



Volare…!

Świat podobno dzieli się na dwie kategorie ludzi: Włochów i na tych, którzy chcą być Włochami. Na moje nieszczęście jestem w tej drugiej grupie. Dlatego każda okazja obcowania z tym hałaśliwym temperamentem jest szczególnie przyjemna. To niebywałe jak naród włoski umiejętnie tworzy swoje enklawy i narzuca swoje tempo życia. Oczywiście komedia to wszystko wyolbrzymia i raczy nas wykrystalizowanymi stereotypami, ale jest szczerą przyjemnością wtargnięcie do włoskich dzielnic i korzystanie z prostoty mądrości życia spadkobierców rzymskiej cywilizacji. Obserwowanie ludzi, chłonięcie niezwykłej energii, zdobywanie pozytywnego nastawienia. Dokładnie tak jest podczas seansu Mambo Italiano, nawet jeśli nie jest to ani rewelacyjny film, ani nawet prześmieszna komedia to raczy widzów swego rodzaju ciepłem. Przyjemnie. 

Ragazzo

I chyba jedyną osobą niezadowoloną z przebywania w tym klimacie jest główny bohater. Trochę ciężko mu się dziwić – patriarchat, przywiązanie rodziny, konserwatywny układ sił i wszechobecna maminsynkowatość. Bycie gejem to wówczas nie tylko autorefleksja, to zmierzenie się z wyjątkowo silnym światem zewnętrznym. To mógłby być dramat – powstała komedia. I całe szczęście! To  wspaniale dystansuje nas od problemu zwłaszcza, że ekipa doskonale wiedziała, kiedy zarzucić slapstikowym stereotypem albo słownym rozbrajaczem atmosfery. Ten błyskotliwy żart przydaje się najbardziej.  Felicità!

Z ziemi włoskiej do Polski

Pod wieloma względami (niestety zwłaszcza negatywnymi) jesteśmy do Włochów podobni. Może brakuje nam słońca i dobrej pasty i dlatego woleliśmy zawłaszczyć przywiązanie do Kościoła i konserwatyzm społeczny – także w kwestii wspólnego zamieszkania. Dużym uproszczeniem są tu te narodowe stereotypy, choć dają uchwycić w krzywym zwierciadle, to co potrafi zaleźć za skórę. Namawiam  więc do odkorkowania słonecznego chianti i przyrządzenia aromatycznej domowej pizzy – to będzie świetny zestaw na filmowy wieczór o każdej porze roku. Trzeba chłonąć to co się da i pogodzić się z tym, że nikt nie zaśpiewa tak Mambo Italiano jak Sophia Loren…

6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz