sobota, 7 lutego 2015

Trik

Tytuł oryginalny: Trick
Reżyseria: Jim Fall
Produkcja: USA, 1999
Gatunek: komedia

Młody kompozytor musicalów i tancerz erotyczny wpadają sobie w oko. Tej samej nocy poszukują dobrego miejsca, by „lepiej się poznać.”


Nie przepadam za komedią romantyczną. Ta jest jednak jak najbardziej znośna! Ponadczasowy humor, przyjaźni bohaterowie. Nie ma natomiast ani epatowania erotyką, ani grubej warstwy różowego lukru. To przyjemny film. Może tylko zbyt mało wyrazisty.



Sen nocy letniej

Po zmierzchu wszystko jest jakieś inne. Mimo, ciemności, jesteśmy odważniejsi – jakbyśmy mieli wrażenie, że nikt nas nie dostrzeże. Bohaterowie także wychodzą z takiego założenia. Dość szybko dochodzą do wniosku, że mają na siebie ochotę i tylko los im nie sprzyja. Mamy więc tu do czynienia z elementem i komediowym i trochę melodramatycznym! Po filmie wcale nie widać, że ma swoje lata. Humor jest tu wiecznie żywy, choć czasem nieco zbyt banalny. A panowie w poszukiwaniu swojej alkowy tak przyjemnie bezbronni wobec fatum, że wspólny nocny spacer z nimi jest prawdziwą przyjemnością. A wcale nie trzeba wychodzić z mieszkania...

It burrrns!

To chyba hasło filmu. Kto nie widział – warto poczekać na choćby tę jedną scenę. Nic więcej nie zdradzę. Filmowe postaci są nieco przerysowane, ale dzięki temu zyskują szybko naszą sympatię. Tu nie ma wielkich rysów charakterologicznych. Jest ciepły, letni wieczór – jest i przygoda! Zwykły romans, który staje się zjadliwym love story. A kochankowie są po prostu tacy jak my. Zastanawia mnie tylko skąd ta seksualna determinacja bohaterów... I znowu: bez zbędnej obłudy – tak chyba jest. W końcu nocy mogą płonąć i wszyscy i wszystko!

Podryw

Różne są metody podrywu. Specjalistą w żadnym wypadku nie jestem, więc wszelkie próby klasyfikacji pomijam. Ale oglądając film wyraźnie widać jak śmieszni być potrafimy podczas pierwszego spotkania, czy randki. Bo przecież nawet jeśli swoją metodę mamy już wypróbowaną to nigdy nie wiadomo z kim mamy do czynienia. Z tego względu (jeśli ta prywata nie przeszkadza) pozwalam sobie przypomnieć historię poznania mojego wybranka... 
Poznaliśmy się przez portal. Wymieniliśmy kilka wiadomości (na tyle dobrze napisanych, by sobie zaufać). Spotkaliśmy się nie wiedząc jak wyglądamy. Ja zrobiłem oczywiście straszne wrażenie. Zanudziłem, a na koniec nie dałem po sobie poznać chęci zaangażowania. Ciepły letni wieczór (stąd wspomnienie), kolacja, spacer, drink. Gdy o tym myślę, okolicznośći sprzyjały, a ja i tak musiałem wypaść strasznie. Cóż, wyszło jak wyszło! Może o to chodzi w podrywie – żeby wyszło zabawnie i prawdziwie. Wtedy musi być skutecznie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz