wtorek, 2 czerwca 2015

Nieznajomy w Paryżu

Tytuł oryginalny: Bad boy street
Reżyseria: Todd Verow
Produkcja: Francja, 2012
Gatunek: melodramat
Dostępność: OutFilm.pl

Znaleziony na paryskim chodniku pijany chłopak znajduje w przechodniu nie tylko wsparcie, ale także uczucie. Kłopot w tym, że uczucie musi pozostać tajemnicą…



Niestety zmuszony jestem ten film odradzać. Wlecze się niemiłosiernie, jest ckliwy, a niski budżet okazał się zbyt niski, by zrobić nawet coś przeciętnego.


Niebo nad Paryżem

Niebo pochmurne. W kraju tak romantycznym nie wypada robić takich filmów! Historia rodem z Hollywood a wykonanie przypominające off-owy festiwal. Cóż, gdyby było to chociaż kino gatunkowe… A tymczasem nie mamy do czynienia ani to z melodramatem ani komediowo-romantycznym schematem. Powstał najzwyklejszy „film obyczajowy”. Przeplatają się więc teledyskowe obrazki oraz ckliwe wzloty i upadki bohaterów. Jeśli wspomnieć o czymś dobrym to o dobrze zrealizowanych ujęć męskiego ciała, które (o zgrozo!) wypada lepiej niż Paryż! Film nie jest wstanie nas niczym zaskoczyć, bo z góry wiemy jak romans się i potoczy i skończy. Niestrawne jak brytyjskie śniadanie serwowane w stolicy croissantów. 

Nieznajomy, czy włóczęga?

Tytuł „Bezdomny z Placu Pigalle”, albo „Chłopak z rynsztoka” już nie brzmiałby tak ładnie, a przecież właśnie akie wrażenie sprawia bohater przygarnięty przez miłosiernego samarytanina – nieco interesownego jak się okazuje. Postawa to jednak godna naśladowania, bo nawet jeśli liczył na wspólne łoże, to przecież dał miejsce do spania i jedzenie mimo, że oczekiwał „deseru”. Abstrahując jednak od tej irracjonalnej konwencji, uwagę skupiam na amerykańskim przybyszu. Nie chcę zdradzać zakończenia (i tak przewidywalnego), że jest dziwnie tajemniczy i skryty. Budzi podejrzenia, zachowuje się niegrzecznie, znika. Mimo to, nazwany jest „nieznajomym” a nie „potencjalnym kryminalistą”. Może jego zagubienie, czyni go bezbronnym? A może dobrego człowieka można jakoś rozpoznać? Nie wiem i wiedzieć nie chcę.

Konstelacja

Podziwiam wszystkich tęskniących za związkiem z show biznesem. Jak widać na załączonym obrazku, cena którą się płaci jest niewspółmiernie wysoka. Francuz (ten pomocny samarytanin) już raz sparzył się i wyruszył w podróż z miłości a’la Hollywood która skończyła się powrotem marnotrawnego. Miłość nie wybiera, a rozum nie jest tak atrakcyjny jak romanse: spacery paryskimi uliczkami, pocałunki w zaułkach i poranna kawa z widokiem na Moulin Rouge. Z drugiej strony w życiu poza świecznikiem nie trzeba ranić ludzi i zmuszać do topienia smutków w butelce i ramionach (nie)zawodnej przyjaciółki. Miłość podobno poklasku nie szuka, a gwiazdy świecić mogą światłem własnym – nie odbitym.

2 komentarze:

  1. Jestm tu cała tona filmów gorszych którym nie nadajesz tej etykietki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ten przywilej jako autor, że mogę nadać etykietę wg własnych upodobań. To najbardziej subiektywne etykiety: rekomenduję i odradzam. Jeśli ktoś ma podobny gust, podobną wrażliwość to będzie to świetna podpowiedź, jeśli nie - proszę się tym nie sugerować. W treści, staram się uzasadnić swoje zdanie, ale także wyłożyć zalety. Z tym już prędzej można polemizować...

    OdpowiedzUsuń