czwartek, 23 października 2014

Bent

Tytuł oryginalny: Bent
Reżyseria: Sean Mathias
Produkcja: Wielka Brytania, 1997
Gatunek: dramat wojenny

Wystraszony mężczyzna trafia do obozu koncentracyjnego. Mimo okoliczności szuka uczucia u boku współwięźnia - zdeklarowanego geja.  


Jest wstrząsający. Z jednej strony tak bezwzględnie brutalny, a z drugiej tak bardzo finezyjny.  Wrażliwość została spotęgowana okrucieństwem.  Połączenie, które mnie rozbija. To wypada zobaczyć. 


Różowy trójkąt

Historia obozów zagłady porusza każdego człowieka. Rozliczenia z tą hańbą ludzkości dokonuje także kino. Ale pośród licznych upamiętnień tragedii Żydów nie można zapominać o mordzie dokonanym na homoseksualistach. Skala ludobójstwa na tej grupie do dziś nie jest znana, a oprócz szacunków brak jest istotnych badań historycznych. Tę lukę jakoby wypełnia „Bent”. W statystykach nie można ująć jednostki. Ludzkie cierpienie, miłość, strach, nadzieja pozostają niewymierne. I dobrze. Niech pozostaną ukryte i zapamiętane.

Liebe macht frei

Choć w obozie obowiązuje absolutny zakaz czułości (zwłaszcza tych, za które zostało się wywiezionym) bohaterowie radzą sobie w inny sposób. Ich bliskość odbywa się w sferze emocjonalnej i tej wyznaczonej słowami. To wreszcie przestrzeń dostępna tylko ich wyobrażeniom i wolna od spojrzeń oficerów SS. To dzięki zbudowanej w niej relacji udaje się przetrwać najgorszy czas. Udaje się zbudować uczucie, którego nie jest się świadomym. Uczucie, które choć naraża na słabość, równocześnie czyni mocniejszym. A bohaterowie wcale nie są ‘przegięci’ jak wskazuje tytuł. Nie zawsze silni, pozostają męscy. Może to sytuacja, a może instynkt, który drzemie w każdym z nas.

Bunt

Tego przez cały film brakuje. Więźniowie są tak wystraszeni, że nie stać ich na żadną zbiorową lub jednostkową akcję zbuntowania się. Nie chcę niesprawiedliwego porównania czasów współczesnych do rzeczywistości obozowej, ale obracamy się w zasadzie w identycznych ramach, a jedynie o (znacznie na całe szczęście) różnym stopniu nasilenia. Żyjemy w schemacie reżimu i przyznanej autonomii sypialni. Każdy (bohater także) ma jednak swoje granice wytrzymałości, które przekroczone bywają autodestrukcyjne, ale zawsze także szlachetne. Człowiecze. 


Ex post:
O miłości w czasie wojny poza obozem napisałem przy okazji 'Love to hide'.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz