poniedziałek, 9 marca 2015

Wilde

Tytuł oryginalny: Wilde
Reżyseria: Brian Gilbert
Produkcja: Wielka Brytania, 1997
Gatunek: biograficzny

Historia życia, twórczości, relacji z mężczyznami Oscara F. W. Wilde’a (1854-1900), poety i dramatopisarza, człowieka niebywale błyskotliwego. Homoseksualisty skazanego za sodomię.



Uchwycić błysk życia Wilde’a na filmowej taśmie nie było łatwo, ale zadanie zostało zrealizowane a efekt jest zadowalający. Ciekawe i bezkompromisowe życie, pełne trudnych decyzji. Ale jedynie impuls by sięgnąć po więcej.  


Życie jest zbyt poważne, by o nim poważnie mówić

Mimo to biografia wcale nie jest wesoła. Jest rzeczowa i próbuje rzeczywiście przybliżyć postać pisarza. Ponadto odznacza się dwoma dopracowanymi walorami: świetną drugoplanową rolą J. Law, fantastycznymi kostiumami i genialnym arystokratycznym angielskim. Każdy kochający brytyjski belle époque będzie bez wątpienia kontent. Z tym, że historia wcale taka piękna i radosna nie jest. Smaku dodaje jej jednak forma: literackie nawiązania, nieco poetycki charakter przerywany na przemian prozą życia i poszukiwaniem miłosnych uniesień. W końcu „w życiu chodzi o to, by być trochę niemożliwym”.

Mężczyzna zakochuje się tak, jak by spadał ze schodów: to po prostu wypadek

A w innym miejscu O. Wilde dodaje: „Mężczyzna może być szczęśliwy z każdą kobietą, o ile tylko jej nie kocha”. I w zasadzie w tych dwóch refleksach ujęta jest kwintesencja zasadniczego problemu filmu. Pisarz porzuca rodzinę, wszelkie stereotypy XIX wieku i oddaje się zabronionej jeszcze wówczas rozkoszy kontaktów z mężczyznami. Usprawiedliwia zachowanie podszywając je filozofią Platona o idealnej relacji doświadczonego mężczyzny wnoszącego do związku mądrość i młodego chłopaka pełnego zapału i nadziei. Ale u Wilde’a bliskość (tu zwana nawet miłością) przeradza się systematycznie w erotykę. Wiele poświęcił by ‘żyć’, co uznawał za wyjątkowo rzadkie wobec wszechobecnej ‘egzystencji’.

Absurdem jest dzielić ludzi na dobrych lub złych. Ludzie są albo czarujący, albo nudni

Wilde nudny na pewno nie był. Mimo krótkiego życia, starał się czerpać z niego maksymalnie dużo. A czego my – przeciętni widzowie – możemy się nauczyć od niego? To coś nazwałbym po prostu dystansem. Zdrowa perspektywa dla właściwej i przenikliwej oceny rzeczywistości. Każdemu przyda się odrobina dystansu do wykonywanych obowiązków, do swojej kreacji, czy wreszcie do opinii społecznej. „Najgorsze, to jak się zorientujemy, że to co ludzie o nas gadają za plecami jest prawdziwe.” I tylko miłość pozostaje bezkompromisowa!


Pozwoliłem sobie przytoczyć kilka cytatów pisarza. Po więcej odsyłam: tu. A mam nadzieję, na ulubione w komentarzach.

1 komentarz: