środa, 12 października 2016

Letnia burza

Tytuł oryginalny: Sommersturm
Reżyseria: Marco Kreuzpaintner
Produkcja: Niemcy, 2004
Gatunek: komediodramat

Opowieść o chłopaku godzącym się ze swoją orientacją podczas letniego obozu wioślarskiego. Pierwsze miłości i złamane serca.


To nie jest najambitniejszy film gejowski. Jest bardziej letni niż burzowy. Ale mimo wszystko to wspomnienie lata jest przyjemne, rześkie i na wskroś zabawne.


Sternik

W gruncie rzeczy trzeba przyznać, że to jest film, który ma opowiadać historię jednego człowieka. Młody chłopak, kapitan drużyny wioślarskiej, nieszczęśliwie zakochany. Reszta bohaterów jest niedoszkicowana i zwyczajnie w świecie mdła. O zgrozo...  nawet o głównym bohaterze wiemy niewiele. Skąd pochodzi? Gdzie zmierza? Można spróbować założyć, że reżyser celowo ogniskuje akcję w dojrzewaniu do comming outu w oderwaniu od tego co przed i po. Bo to ważne i niezwykle trudne wydarzenie w życiu osób homoseksualnych, sprowadzające zasłonę niepewności i zapomnienia na przeszłość i przyszłość. Doskonale widać jak z pewnego siebie chłopaka Tobi staje się zagubiony i niepewny. Szkoda jednak, że więcej w nim figury niż chłopaka z krwi  i kości. 

Qeerschlag

Refleksja przychodzi, gdy na ekranie pojawia się osada berlińskich wioślarzy złożona z samych gejów. Na przekór twórcom, to ich rozmowy są najciekawsze. Z jednej strony budują getto pod sztandarem tęczowej flagi, a z drugiej biorą udział w sportowych zawodach siłowych. O tyle ile główny bohater szuka swojej tożsamości, ‘geje’ szukają tożsamości dla swojej grupy. Z pozoru nic ich nie różni od reszty obozowiczów, a jednak nie są tacy sami jak reszta uczestników regat. Nie o przegięcie chodzi. To pytanie o istnienie kultury gejowskiej w ogóle. 

‘Jeśli będziesz się ukrywał, zatracisz osobowość.’

Tak mówi do Tobiego jego przyjaciel. Chwalimy comming outy, cenimy otwartość, ale nie zauważamy, że stajemy przed dylematem: albo utrata osobowości, albo osobowość gejowska, która też pakuje nas w pewien stereotyp. I trzeba wybierać mniejsze zło. W tych nadętych młodzieńczych refleksjach przebrzmiewa apel o budowanie wspólnej, ale zróżnicowanej kultury i tożsamości na wielu płaszczyznach. Wtedy z niczego nie będzie trzeba rezygnować. Niestety twórcy snują tę poważną refleksję na infantylnych kliszach. Choć bywa zabawnie, rzadko bywa wiarygodnie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz