niedziela, 5 lipca 2015

Dzieci Boga

Tytuł oryginalny: Children of God
Reżyseria: Kareem Mortimer
Produkcja: Bahamy, 2010
Gatunek: dramat
Dostępność: OutFilm.pl

Wrażliwy młody malarz zostaje wysłany, by stworzyć wyjątkowy pejzaż i odkryć na nowo swą wrażliwość. W czasie  podróży wdaje się w romans umożliwiający realizację celów podróży.


Bez cienia wątpliwości polecam ten wyjątkowy film. Proszę nie obawiać się miejsca produkcji, to prawdziwie mądre, przejmujące i wrażliwe kino. Na świetnym europejskim poziomie.



Podróże kształcą

To niezwykle mądry film. Włączając  film z wysp Bahama liczyłem na niskobudżetową produkcją o lokalnych problemach. Tymczasem zastało mnie dojrzałe, wielowątkowe, a zarazem przemyślane kino. To jest historia tak o ruchu LGBT na wyspach jak również opowieść o relacji mężczyzn, z których obaj osadzeni są we własnej, skomplikowanej rzeczywistości. To także rozprawa o wpływie środowisk religijnych na światopogląd społeczeństwa. Film nie jest jednak zbudowany na banałach, na populistycznym zrywie – wręcz przeciwnie jest to obraz dopieszczony i zbudowany na rzeczywistej próbie odpowiedzi na podstawowe pytania ruchu emancypacyjnego. Jedna z bohaterek zapowiada: „Musisz wybrać się w podróż, by odkryć siebie”. Widać Europa musi odwiedzić Bahamy, żeby postawić sobie niektóre pytania, żeby znaleźć odpowiedź i zdefiniować na nowo.

Salon pękniętych  luster

Dawno nie było na ekranie geja tak wrażliwego. Statystycznie (a raczej stereotypicznie) wrażliwość jest naszą naturą, a jednak tym razem mamy do czynienia z okazem wyjątkowym. Johnny to dusza artysty, wewnętrznie rozdygotanego, a jednocześnie nie umiejącego tej emocji przeżyć, wyeksponować i zostawić za sobą. Romeo jest jego lustrzanym odbiciem. Jego życie jest ułożone – teraz i na przyszłość, natomiast wszelkie emocje zabija w sobie lub przynajmniej zastępuje je hedonistycznymi i ekstremalnymi wydarzeniami. Ich wzajemne spotkanie pozwoliło im spojrzeć na siebie wzajemnie, a następnie zdobyte doświadczenie wykorzystać w naprawie swojej siły. Stali się dla siebie nie pomocą, ale przeszkodą, której pokonanie uczyniło ich silniejszymi. Wrażliwość nie została zabita. Została okiełznana, a z tego uporządkowania mogłoby być dobre życie. Żeby tego było mało lustrzanym odbiciem ich związku jest związek homofonicznego pastora i podporządkowanej mu żony. Analogiczne rozterki to nowe spojrzenie, na to samo odbicie ludzkiej wrażliwości.  

„Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza”

Nie podlega wątpliwości obecność religijnego aspektu tego filmu. Wprawdzie ten wątek przewijał się wśród pofilmowych refleksji, ale tym razem kino nadało społeczności gejowskiej status wyjątkowy: status dzieci Boga. Jeśli więc zgodzić się z tym liberalnym podejściem to wynika z niego, że także gej został stworzony na „obraz i podobieństwo”. Zwyczajem kultury jest nadawanie pewnych cech Bogu: płci, cech charakteru, czy zdolności. Tylko tym tropem idąc trzeba wpisać w boską naturę seksualność, także w aspekcie jednorodności płci. Nie chcę być obrazoburczy, ani wykładać na nowo Biblii! Z filmem przychodzi jednak zasadnicza myśl: geje są równymi ludźmi, o statusie dzieci, które nie są zdolne do obrzydliwości 'grzechu'. Nie ma więc sensu katolicka krucjata. Potrzeba pokoju ludzi dobrej woli i tęczy na znak przymierza. 


Przepraszam wszystkich, którzy oczekiwali kolejnego posta. Tłumaczę się sesją i liczę na zrozumienie - zwłaszcza, że wracam w klimacie letnim, ale z filmem niebywale mądrym. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz