niedziela, 12 lipca 2015

Gra tajemnic

Tytuł oryginalny: The Imitation Game
Reżyseria: Morten Tyldum
Produkcja: Wielka Brytania, 2014
Gatunek: biograficzny

Genialny matematyk konstruuje maszynę, która ma złamać kod Enigmy – maszyny szyfrującej nazistów. Rozwiązanie zagadki ma przyspieszyć zakończenie wojny.



 To może nie klasyczny film LGBT, ale zasługuje na pozycjonowanie go w kategorii gejowskich biografii. Jest bowiem trzymającą w napięciu, świetną opowieścią o człowieku kształtującym historię, z którego można być dumnym. 


Kolejny powód do dumy

Seksualność bohatera jest drugim, trzecim planem. I co z tego! Alan Turing był gejem, a reżyser wcale tego nie ukrywa. Tak więc obok historii złamania kodu Enigmy (niecodziennie widowiskowej i nurtującej jak na matematyczna zagadkę) jest historia człowieka, którego nie chciano pamiętać, mimo że na to zasłużył. Nie twierdzę, że homoseksualność miała wpływ na jego osiągnięcie, ale jednak była nieodłączną częścią bohatera i nie wolno o niej zapomnieć. Trzeba budować dumę i poczucie wspólnoty właśnie na takich ludziach-symbolach. Nie chodzi o poczucie krzywdy – ale wspólnotę mniejszości, solidarność i właśnie dumę. Film ten wywołał właśnie te emocje. Doskonałą muzyką, świetnym aktorem i właściwą dynamiką. Ale to znów życie napisało najlepszy scenariusz.

Matematyk

Jak wynika z filmu – Turing był nie tylko gejem ale także arcydziwakiem. Był totalnie nieprzewidywalny, bezczelny, nieprzystający do rzeczywistości. W jednej z recenzji znalazłem zdanie „Łatwiej mu napisać list do Churchilla, niż opowiedzieć dowcip. Potrafi wykonywać w pamięci trylionowe obliczenia, ale nie wie, jak rozpoznać flirt.” Ta dziwaczność czyni go jeszcze bardziej interesującym i zagadkowym. A przy tym na tyle bezbronnym, że przez współczucie dochodzimy do sympatii. Nawet jego związek z kobietą nie budzi niesmaku – jest szczery i klarowny. W kinie LGBT takich gejów się raczej nie spotyka. Absolutny ekscentryk, ścisły umysł i gej. To niecodzienne połączenie. Na wskroś regułom i wbrew matematyce.

Jak zatrzymałem II wojnę światową


Kto nie chce poznać końca filmu lepiej niech ten rozdział odpuści. Nie mogę bowiem omawiając Grę tajemnic w kontekście kina gejowskiego nie wspomnieć o filmowy zakończeniu, w którym wybitny człowiek z uwagi na swoje seksualne preferencje zostaje przymusowo „leczony” co doprowadza go do samobójstwa. Jego skazanie jest swoistym wotum wdzięczności ludzkości za pomoc w zakończeniu wojny. Zamiast orderów – hormony. Zamiast pomników – cicha śmierć i zapomnienie. Fil może być uznany za rehabilitację, ale ponieważ przywraca tylko pierwiastek życia trzeba wynieść z dorobku Turinga (poza jego wpływem na komputeryzację świata!) nauczkę. Szanuj drugiego człowieka. Nigdy bowiem nie wiadomo, czy nie uratuje świata. To prosty komunikat. Turing niech pomaga nam go odszyfrować.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz