niedziela, 31 lipca 2016

Skala szarości

Tytuł oryginalny: En la gama de los grises
Reżyseria: Claudio Marcone
Produkcja: Chile
Gatunek: Melodramat
Dostępność: OutFilm.pl

Architekt, któremu zlecono budowę okazującą pokonanie kryzysu i uporanie się z kolonialną historią przez Chile szuka inspiracji podróżując rowerem z przystojnym i beztroskim socjologiem.



Do Chile wędrujemy rzadko, ale nader często wyprawiamy się w głębiny duszy geja, który nie pogodził się ze swoją seksualnością. W tym przypadku opakowanie lepsze niż jego zawartość.



Black & white

Świat, który próbujemy opisywać wydaje nam się (niesłusznie!) binarny. Dobro-zło. Brzydota-piękno. Mężczyzna-kobieta. Czerń i biel. Tyle, że pomiędzy tymi punktami granicznymi jest cała paleta „szarości”. Wspaniała przestrzeń dla filmowców! Tyle, że reżyser nie jest pierwszym, który to dostrzegł. W efekcie mamy film odtwórczy, który bazując na utartym schemacie rysuje po prostu inną historię (z rzędu) o tym samym. Trzeba natomiast przyznać, że pomimo zbyt oczywistej warstwy treściowej, prezentacja jest zaskakująco dobra. Fantastycznie sfilmowane Chile, oddające atmosferę miejsca odbudowanego, choć nie do końca poukładanego, pełnego blizn i trudnych wspomnień, a przy tym doskonale jednobarwnego w swych odcieniach piaskowca. Kamera porusza się inteligentnie, narracja szybsza niż przypuszczałem, a muzyka porusza do ostatniego akordu w czasie napisów. Kto obejrzy będzie szukał płyty Carly Morrison.


Architekt

Nasz główny bohater – problemodawca jest architektem, więc można powiedzieć, że w swoim życiu zaprojektował już wiele. Być może z rozmachu zaprojektował też swoje życie. Tyle, że zanim przystąpił do kreacji, zapomniał o wywiadzie ze zleceniodawcą. I tym sposobem powstało wnętrze imponujące, katalogowe, ale niestety pozbawione duszy. Powstało życie, które nie koresponduje z osobowością. Jest żona, syn, kariera zawodowa, a nawet świetnie zbudowane ciało. Problem w tym, że autor przystąpił do realizacji projektu w sytuacji, kiedy nadarzyła się okazja na stworzenie czegoś poprawnego i modelowego, a nie wtedy kiedy sam poczuł konieczność urzeczywistnienia dojrzałego projektu. Może i nie ma tym nic złego, bo przecież wszystko trzyma się nawet całkiem nieźle, tyle że w rzeczywistości jest trochę tak, jak z domem na kiepskim fundamencie. Z byle powodu może runąć, a ucierpieć może każdy kto będzie w tedy w środku.


Most

Wniosek po obejrzeniu filmu jest oczywisty (na co wskazuje sam tytuł). Gdyby życie zachciałoby być dla wszystkich trochę bardziej wielowymiarowe – w dobrym znaczeniu szare  ludzie nie musieliby stać przed wyborem opcji na dwóch przeciwległych biegunach. W świecie homo-hetero samoakceptacja przychodzi trudniej, a wybory małżeństwo-konkubinat, ojcostwo-bezdzietność jakoś dodatkowo sprawę komplikują. Wprawdzie Chile oferuje już swym obywatelom związki partnerskie, w tym roku toczy się debata na temat adopcji dzieci, ale nie zawsze udaje odbudować most, który połączy to co wydaje się nie do połączenia. Most, który umożliwi przeprawę między przeszłością a przyszłością. Historia bohatera próbuje nam udowodnić, że choć rzeczywistość może wybory ułatwiać lub utrudniać, że środowisko może nas inspirować lub ograniczać, to jedynie sam człowiek może, a nawet jest zobligowany do podejmowania decyzji. Może mieć ciężar mniejszy lub większy. Ale zawsze ciężar. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz